środa, 5 lutego 2014

Jajo

“Wkroczę tu śmiało, z dumnie wypiętą piersią do przodu. Dam się rozstrzelać w imię wyższego dobra.”

- Kochanie? Jun? Zejdź już na dół. - kobieta zadarła głowę do góry, patrząc na domek na drzewie. Westchnęła głośno z dezaprobatą i podwinęła rękawy sukienki. Ostatnio było coraz cieplej. Opuściła wzrok aby na moment spojrzeć w kierunku kuchni by później wrócić zielonymi tęczówkami na domek. Wzięła głęboki wdech i wydech, po czym się odezwała władczo. 
- Jun w tej chwili na dół. - wpatrywała się z powagą w opuszczającą się powoli drabinkę linową i schodzące później po niej małe dziecko. Gdy zszedł na dół, obróciła go do siebie przodem i spojrzała na niego z sztucznym uśmiechem.
- Mój kochany posłuszny synek. Mama kupiła Ci kolejną maskę. Jak zjesz obiad, to ją przymierzymy razem z tymi goglami które dostałeś na początku miesiąca. - mówiąc poprawiała jego maskę przeciwgazową która była w zestawie razem z goglami. Poczochrała jego włosy i ruszyła w kierunku kuchni. Zatrzymała się na chwilę i odwróciła głowę w bok, aby dojrzeć jasnowłosego chłopczyka kątem oka. Odezwała się władczo. 
- Chodź. - wyciągnęła do niego dłoń - I pamiętaj, że mama cię kocha. - pięciolatek bez chwili zawahania podbiegł do kobiety i podał jej swoją małą dłoń, po czym ruszyli razem do kuchni. 

(...)

Tuliła do siebie synka, głaskając go po głowie i kołysząc się do przodu i do tyłu. Z jej oczu cały czas płynęły łzy, ale mimo tego jej twarz pozostawała tak samo obojętna. Ponownie rozległo się to głośne walenie w drzwi i głos który powtarzał przez megafon te same zdanie "Jesteś otoczona, oddaj dziecko." Jun wtulił się mocniej w kobietę, która zaczęła nucić kołysankę pod nosem. Nie przestawała przy tym głaskać chłopca po głowie. Odezwała się, wycierając łzy. 
- Jun... pamiętaj czego mama Cię nauczyła, dobrze? Pamiętaj, że mama Cię kochała, dobrze? - ucałowała czubek jego głowy, po raz ostatni poprawiając jego maskę bez gogli. Uśmiechnęła się do niego, ale chłopiec widział iż jest to wymuszony uśmiech. Pomimo wszystko wtulił się w nią mocniej, słysząc odgłos łamiącego się drewna. Kobieta pierwszy raz od wielu lat załkała, podnosząc dłoń z nożem. 
- Nikt mi Cię nie zabierze Jun. Jesteś moim skarbem. Tylko moim. - podniosłą dłoń z nożem na niczego nieświadome dziecko, lecz wtedy drzwi od pokoju w którym siedzieli otworzyły się z trzaskiem. Mieli czystą pozycję, więc nie wahając się strzelili aby obronić dziecko. Kobieta osunęła się martwa a krzyczące dziecko wydarto z jej martwych objęć. Dziecko które było niezwykle ciche w swojej masce. Dziecko z niezwykle mokrymi oczami, które nic nie rozumiało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz