wtorek, 3 lutego 2015

Orchidee, lilie, tulipany, fiołki, RÓŻE ...

  Nikola Roux | Lat szesnaście | Klasa Ib | Urodzony we Francji | Pół Francuz pół Japończyk
Pokój 8
Kliknij w zdjęcie.Coś dla umilenia czytania

Blade lico kontrastuje z ciemnymi oczami, które odziedziczył po matce.
Przycięte nieco za ucho czarne włosy, lubią pałętać się w okolicach oczu.
Nie zalicza się do najwyższych, ma bowiem nieco ponad metr siedemdziesiąt.
Nosi kolczyk w lewym uchu, czarna maleńka róża.
Nicola często bywa mylony z dziewczynę, nie tylko ze względu na imię czy zamiłowanie do kwiatów ale i delikatną urodę. Jednak wystarczy mu się bliżej przejrzeć a także go poznań i od razu dojdzie się do wniosku, że takowa pomyłka jest olbrzymim błędem




Urodzony w sporej posiadłości na obrzeżach Paryża, żył w luksusach i bogactwie przez najmłodsze lata.
Ojciec, który był zapracowanym człowiek, starał się wynagradzać synowi swoją nieobecność poprzez spełnianie jego wszelkich zachcianek. Nie ważne jak kosztowne one były.
Jego matka posiadała olbrzymią oranżerię pełną rzadkich rodzajów kwiatów. Pan Roux regularnie przywoził jej niezwykłe rośliny chcąc ją uszczęśliwić na ostatnie lata życie. Matka Nico cierpiała bowiem na nieuleczaną chorobę immunologiczną.
Nicola był oczkiem w głowie swojej matki, która wiedziała, że niebawem zostawi syna.
Przebywali razem niemalże całe dnie w oranżerii, Nicola uczył się tam delikatności i łagodności.
Niestety w szóste urodziny Nico stan jego matki gwałtowne się pogorszył, kilka godzin później umarła.
Po śmierci matki Nicola spędzał całe dni w oranżerii, zajmując się kwiatami. Nie chciał nawiązywać znajomości a stare zostały zapomniane. Chłopak nie widział świata poza kwiatami.
Jego ojciec zmartwiony tym niejednokrotnie starał się zmotywować syna do szukania przyjaciół a w późniejszym czasie pójścia do szkoły. Niestety na marne. W końcu z powodu braku czasu zorganizował mu edukację indywidualną w domu.
Poziom aspołeczności Nicoli rósł z dnia na dzień.
Dopiero, gdy chłopak skończył dwanaście lat jego ojciec postanowił porzucić wszystko by w końcu dać synowi ojcowskiej miłości i poświęcić mu czas.
Wyjechali razem do Japonii, kraju z którego pochodziła matka chłopaka. Tam Pan Roux na nowo próbował otworzyć syna na świat. Nicola jednak miał inne plany, w jego głowie wciąż były kwiaty. Wykorzystywał własnego ojca, który martwił się o syna, aby posiadać jak najrzadsze gatunki kwiatów Japonii.
W końcu przełomem było ukończenie czternastego roku życia przez Nicole. Wtedy to poznał swojego pierwszego przyjaciela – Sore. Przez pół roku nieco otworzył się na ludzi. Niestety ale później stała się tragedia i Sora zginął w wypadku a Nicola wrócił do swojego małego świata kwiatów. Przez najbliższy czas poznawał wielu ludzi, jednak nie traktował ich jak inni, używał ich do swoich celów, nauczył się manipulacji i wykorzystywania.
Wypadek Sory pociągnął za sobą bieg niefortunnych zdarzeń, Nicola w przeciągu roku był na dziewięciu pogrzebach. Zaczął się odwrażliwiać na śmierć bliskich, nawet śmierć ojca nie wstrząsnęła nim.
Nicola został sam, no może nie do końca, nadal miał swoje kwiaty.
Zrozumiał, że jakiekolwiek przywiązanie jest nie wskazane, ponieważ równa się ono ze stratą.


Kilka faktów o Nicoli:
-Ma babskie imię, ale się tym nie przejmuję
-Jego matka - Hana była Japonką a ojciec - Pierre, Francuzem
-Świat Nico kręci się wokół kwiatów.
-Ma spaczoną psychikę, w wielu sytuacjach reaguje całkiem inaczej niż inni ludzie.
-Ma szeroki wachlarz zachowań
-Unika bliższych znajomości
-Ludzi na ogół traktuje jak narzędzia
-Przejmuje się niewieloma sprawami
-Udało mu się oswoić kurka, ptak żyje wolno ale często przylatuje do chłopaka.
-W lewym uchu ma kolczyk, małą czarną różę








KP będzie chyba jeszcze poprawiane, na pewno też pojawią się notki związane z historią.

niedziela, 1 lutego 2015

Selekcja... nie do końca naturalna

- Czegoś jej brakuje... Pomyślmy...
Białowłosy chłopak przekrzywił nieco głowę w stronę lewego ramienia. Siedział na piętach, na zimnych deskach, tuż przez dużą kartką papieru. Farba już powoli wysychała, kiedy ponownie zanurzył pędzel w farbie, tym razem czerwonej. Spojrzał raz jeszcze na swój malunek, nachylił się nad nim wraz z mokrym pędzlem, a wtedy duża, szkarłatna kropla spadła na twarz pięknej dziewczyny. Nadmiar farby został zebrany chusteczką, a na papierze pozostał wspaniały,  barwny kleks.
- Wspaniale - uśmiechnął się chłopak, odkładając pędzel. Przymknął dwukolorowe ślepia, kiedy do pomieszczenia wkroczył wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Białowłosy od razu rozpoznał po krokach, kto się zbliża. Poderwał się więc od razu na równe nogi, choć w pierwszej chwili wychudzone kończyny ugięły się pod nim. Skoczył w objęcia drugiego z domowników, rozpromieniony jego obecnością. Sięgał mu ledwo do ramion, tak więc by brunet mógł dojrzeć jego szczery uśmiech, musiał spojrzeć w górę. W odpowiedzi został czule poczochrany po głowie.
- Za każdym razem, kiedy cię widzę, jest cię coraz mniej... - wyszeptał ze smutkiem Kotaro na powitanie. Jednak młodszy nie przejął się tym, a jedynie sprytnie wyminął bałagan na podłodze, by podnieść swoje nowe dzieło i pokazać bratu. 
Gdyby tylko jeszcze tam stał.
Zamiast czarnowłosego, wpatrywał się w chudą postać jasnowłosej kobiety z własnego malunku. Tak jak na papierze, na sobie miała jedynie "suknię" z kwiatów o barwie pastelowego różu. Nie posiadała jednego oka, a część jej twarzy stanowiła naga czaszka. To z powodu tej kropli. Trzymała w dłoni pistolet i celowała prosto w białowłosego. 
Strzeliła.

Tadashi rozwarł oczy, wybudzony ze snu. Zaciskał kurczowo wychudzone palce na poduszki, lecz jego twarz wyrażała spokój. Ten koszmar męczył go nie pierwszy raz. Niegdyś uciekał we śnie, a jego losy toczyły się dużo tragiczniej, lecz początek zawsze wyglądał tak samo.
- Kotaro - wyszeptał aż nad wyraz opanowany, biorąc pod uwagę jak szybko biło jego serce. Ścisnął mocniej palce na materiale. - Kotaro... - powtórzył, nie mogąc już opanować drżenia głosu.
"Za każdym razem, kiedy cię widzę, jest cię coraz mniej..."
- Zamknij się... - warknął w poduszkę i ukrył w niej twarz. Po chwili poczuł jak jeden z jego małych przyjaciół wdrapuje się na jego głowę. Z pewnością była to Luka. Ona zawsze wyczuwała smutek swojego pana, gdy naprawdę coś go gryzło.
- Idź sobie, Luka - burknął niczym rozkapryszone i zdenerwowane dziecko. Cóż, pod tym względem nie do końca zachowywał się jak dorosły facet. Ciężko było mówić o dojrzałości w jego przypadku. - Nie jestem w nastroju do rozmów. Pobaw się z chłopakami... - sięgnął na oślep za szczurzycą, po czym wyplątał ją z swoich włosów i odstawił na pościel. Potrzebował jeszcze krótkiej chwili, by ogarnąć myśli i wreszcie zsunąć się z łóżka. Gdy poczuł zimne panele pod nagimi stopami, odważył się otworzyć oczy. Nigdy nie był do końca pewien, czy koszmar rzeczywiście przeminął. Na całe szczęście, powitały go jedynie obklejone co do milimetra rysunkami i szkicami ściany oraz drzwi do pokoju dziennego. Odetchnął z ulgą i zmierzwił grzywkę palcami, by następnie udać się do pokoju dziennego. Niezbyt przyjemny ból głowy towarzyszył mu od samej pobudki, co nie wróżyło nic dobrego. Pieprzone sny... warknął w myślach. Zaraz za nim z sypialni pokicały trzy szczury i wiedział już, że będą domagać się jedzenia. Tak mniej więcej wyglądał każdy jego poranek.
- No już, już - mruknął, gdy szczurki wskoczyły na blat szafki. Chłopak kucnął przed nią i sięgnął do jej wnętrza po prawie pustą paczkę chrupek, uwielbianych przez trzy gryzonie.
- Kiedy ostatni raz coś jadłeś?
Białowłosy nagle znieruchomiał, słysząc ten głos. Znajomy głos. Nie miał zamiaru się odwracać, dlatego jedynie sięgnął po pudełko drżącą dłonią. Kotaro nie żyje. Znowu mam omamy. Tłumaczył sobie, ignorując słowa brata. Podniósł się i wysypał trochę chrupek na blat, a zwierzaki od razu rzuciły się do posiłku.
- Wziąłeś leki, Tadashi? Lekarz kazał ci zażywać je regularnie. 
Coś niemalże w nim zawrzało. Serce znów tłukło się w jego piersi jak oszalałe. To, jak zawsze troszczył się o jego zdrowie. Przypominał o wszystkim. Zajmował się nim. Wszystko znów wypełniało jego myśli. Zacisnął kurczowo palce na pudełku, a te wgniotło się lekko.
- Nie potrzebuję lekarstw, nie jestem chory! Daj mi spokój!
- Marniejesz w oczach...
- Ty nie żyjesz, Kotaro! - Wrzasnął, ciskając pudełkiem przez pokój. Uderzyło w ścianę i z głuchym klapnięciem upadło na podłogę. - Nie żyjesz...
Objął się ramionami i upadł na panele, zanosząc głośnym łkaniem.

Po niezbyt udanym poranku, białowłosy jak co dzień wraz z jednym ze swych szczurów w kieszeni udał się na krótki "spacer" po korytarzach liceum. Jak się spodziewał, nie natknął się na żadną żywą duszę o tej porze. Mógł spokojnie przemierzać ciche i szare korytarze. Kurz unosił się w powietrzu, co widać było dzięki ciepłym promieniom słońca. Śnieg mienił się za brudnymi oknami, a on aż poczuł chęć opuszczenia budynku. Zapewne uczyniłby to, gdyby nie brak butów na jego stopach, czy choćby jednej skarpetki. Uchylone drzwi jednej z klas również nie pozwoliły mu na to. Zbyt bardzo rozbudziły w nim zainteresowanie i niepohamowaną ciekawość, by zajrzeć do środka. To też uczynił.
Szary szczur w jego kieszeni wyczuł zagrożenie dużo wcześniej od swego pana i już pomykał korytarzem w stronę dziewiątki. Zachowanie gryzonia utwierdziło go tylko w przekonaniu, że tym razem to nie omamy. Zakapturzona postać, a raczej "istota", jak to siebie nazywali, właśnie podnosiła się znad krwawego ciała ofiary, zostawiając na jej piersi jeszcze czyste, białe origami. Szkarłatne oko Tadashiego aż zabłysło z radości, widząc tę scenę. Morderca zapewne nawet nie zdawał sobie sprawy z czyjejkolwiek obecności, gdyż obserwator poruszał się cicho jak nikt inny, zwłaszcza, gdy nie posiadał w danym momencie obuwia. O niepotrzebnym świadku poinformował go dopiero życzliwy głos:
- Dzień dobry, Kapturku - uśmiechnął się szczęśliwie, a jeszcze bardziej był zafascynowany. Zabójca zrobił kolejny błąd - nie dokonał oceny sytuacji. Od razu rzucił się na białowłosego, choć nadal był zdezorientowany. I to go zgubiło.
Pozory bywają mylące w tym przypadku bardzo. Katsuko tylko wyglądał na takie chuchro, w rzeczywistości ani trochę nie bał się konfrontacji z Zakapturzoną Istotą, wręcz przeciwnie - w jednej sekundzie przewidział, jak starcie potoczy się dalej. Wykonał prosty, lecz niespodziewany unik, co kompletnie zmyliło przeciwnika. Z łatwością odebrał "napastnikowi", a teraz swej ofierze, krótki nóż, którym jakby z wprawą pchnął między żebra zakapturzonego ucznia. Chcąc go jeszcze bardziej obezwładnić, kopnął go idealnie w ranę. Cios był nieco zbyt słaby, by bezpośrednio skrzywdzić, jednak chłopak wpadł z impetem na ławkę, przewracając ją. Niemiłe chrupnięcie wypełniło klasę.
Tadashi z lubością wypisaną na twarzy wyczyścił własnym językiem ostrze noża z krwi.
- Selekcja naturalna sprawiła, że łowca stał się zwierzyną... a zwierzyna łowcą - uśmiechnął się jedynie szerzej, sięgając za kołnierzem byłego zabójcy. Cisnął nim pod ścianę, a następnie usiadł na jego nogach okrakiem. - Jaki z ciebie morderca? Żaden... - wyszeptał z odrazą, ściągając mu kaptur z głowy. Blade oblicze nieznajomego mu blondyna wpatrywało się w niego ze strachem. Najpewniej nie był w stanie wykrztusić ani słowa, ani nawet się ruszyć, uciekać. Zdany jedynie na łaskę białowłosego szaleńca. Lecz tej łaski nie zaznał.
Krew obryzgała ściany, gdy z dziwnym błyskiem w dwukolorowych ślepiach wbił nóż w policzek blondyna. Dość tępe narzędzie wymagało od niego nieco siły, by wykonać zamierzoną czynność. Choć ofiara nagle nabrała znaczącej chęci do ucieczki, po chwili na jej twarzy malował się piękny, wycięty nożem uśmiech.
- Powinieneś być zadowolony ze swojego występku... Czy odbieranie komuś życia nie jest cudowne? - Po raz kolejny w jego oczach pojawił się ten opętańczy błysk, lecz ostrze na nie bardzo nadawało się w tej chwili do użytku. Poradził sobie w inny sposób.
Nie do końca pewien, czy obiekt jego ataku szaleństwa jeszcze żyje, podniósł, teraz już krwawe origami i opuścił klasę. Zostawił więc martwą dziewoję oraz jej napastnika sam na sam, tak jak ich zastał. Jednak morderca nie był już tak szkodliwy, bowiem leżał w kącie sali, obdarzając ciszę przepięknym uśmiechem i niezwykłym spojrzeniem pustych oczodołów, a jego krew zalewała posadzkę.

piątek, 30 stycznia 2015

another day, another night.

Lacey Heather Aukes >

różowowłosa siedemnastolatka o nihilistycznym podejściu do życia. bliźniaczka Jacoba, zbliżona do niego relacją daleko wykraczającą poza więzy krwi. pochłaniająca papierosy tonami, wiecznie gubiąca ołówki i cierpiąca na kończące się szkicowniki, których kartki walają się po całym pokoju numer siedem.

___
klikniecie w strzałkę przy imieniu, dostaniecie metryczkę. 
dzień dobry.

wtorek, 27 stycznia 2015

Co nas nie zabije, to sprawi, że sami będziemy chcieli umrzeć



| Tadashi Katsuko |

| 18 lat | Urodzony osiemnastego grudnia |

| Pokój dziewiąty | Drugie łóżko zajmują trzy szczury |

| Pierwotnie klasa III A |

| 186 centymetrów wzrostu | Wbrew pozorom mężczyzna |

| Heterochromia oczu | Piegi |

| Bezstronny | "Artystyczna" dusza |

| "Well, contempt loves the silence, it thrives in the dark. With fine winding tendrils that strangle the heart..." |


Istnieje wiele słów, którymi można określić tego osobnika, jednak ciężko jest znaleźć człowieka, który zdołałby to uczynić. Sporadycznym przypadkiem jest by ktokolwiek, spotkawszy go, zechciał się z nim bliżej zapoznać. Chłopak traktuje innych ludzi jak dodatek do swojego wyimaginowanego świata, w którym żyje. Czasami ów dodatki wzbudzają w nim niezwykłe zainteresowanie, jak w przypadku Zakapturzonych Istot. Nazywa ich zdrobniale "Kapturkami", uwielbia zbierać papierowe figurki pozostawione przez morderców przy ofiarach, lecz nie wyraża większej chęci wstąpienia w ich szeregi. Stowarzyszenie Sento nie raz przykuło jego uwagę, jednak uważa członków tego zgromadzenia za "sztywniaków", nie wartych zainteresowania. Liceum stanowi dla niego tymczasową przygodę, miejsce zamieszkania, gdzie może do woli obserwować innych uczniów. Co prawda, zjawił się tutaj z woli brata, jednak nadal nie do końca wie, cóż takiego ma to miejscy do zaoferowania. Za przyjaciół posiada jedynie trzy szczury, ledwo mieszczące się po kieszeniach spodni czy za dużej koszuli. Wabią się Luka, Inukai oraz Hiroshi, z czego Luka to jedyna samiczka, wyróżniająca się na tle szarych kolegów swoim białym futerkiem. Zajmują drugie łóżko w pokoju dziewiątym, a pokój dziewiąty czasami staje się szóstym, kiedy jego mieszkaniec z nudów przekręca cyferkę na drzwiach. Szczurki te to jedyni towarzysze rozmów chłopaka, no cóż, żywi towarzysze. Nie patrząc na ten podział, młody Katsuko ma ich znacznie więcej. Nie rzadkim widokiem stał się białowłosy gadający sam do siebie w bibliotece, na korytarzu czy na dziedzińcu. Łatwo rozpoznać go z daleka, choć w zimie jest to dość trudne, bowiem skóra chłopaka z łatwością zlewa się z zimowym otoczeniem. Włosy zaś, idealnie proste i delikatne, sięgające za pas, przez co często mylony jest z płcią piękną, perfekcyjnie zgadzają się kolorem z czystym, białym puchem. Nigdy nie zastanawiał się nad ścięciem ich, wręcz przeciwnie, bardzo je lubi, a wiecznie inaczej układająca się grzywka pomaga mu zakryć jedno ze swoich oczu, którego nie darzy specjalną sympatią. Prawe jest szare, lub bardziej srebrnobiałe, lewe zaś, ukryte za włosami, kolorem przypomina krew. Kolejnym bardzo charakterystycznym, a zarazem znienawidzonym przez niego elementem wyglądu są liczne piegi, którymi obsypane zostały policzki. Jednak tym, co najbardziej zapada w pamięć po spotkaniu Tadashiego, jest jego postura. Wzrostem mierzy całkiem niemało, przy czym waży dużo, dużo, dużo mniej niż powinien. Granice normy opuścił dobre trzydzieści kilogramów temu i wcale nie zwraca na to uwagi. Niestety, wychudzony organizm często daje mu się we znaki. Kilka lat temu jeszcze się tym przejmował, ale teraz... po co? Nikt się nim nie przejmuje, nikt nie zwraca uwagi... od chwili śmierci ukochanego brata całkowicie poskradał rozum. Czasami nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest sam. Uparcie wierzy w to, że Kotaro po prostu znów wyjechał bardzo daleko i nie może teraz wrócić. Przesiaduje godzinami, pisząc do niego listy, nie zapisując nawet adresu, usprawiedliwiając się tym, że nie pamięta, dokąd zmarły pojechał. Zostawia je w skrzynce pocztowej szkoły, umieszcza w wagonie tramwajowym, który zjawia się na przystanku raz na jakiś czas, lub po prostu puszcza w niebo małe latawce. Do listów prawie zawsze doczepia jakiś rysunek, gdyż starszy brat zawsze chwalił i podziwiał jego dzieła, nawet, kiedy były to bazgroły czterolatka. Nie rzadko rozmyśla za dużo i natyka się na wspomnienia morderstwa Kotaro, uświadamiając sobie brak jego obecności u swego boku. Napada go wówczas niewyobrażalna rozpacz, której nie potrafi w żaden sposób opanować, ani wyładować, jedynie zmienić cierpienie psychiczne na ból fizyczny, czyniąc sobie krzywdę w formie kary za własną słabość.
Próbuje nie myśleć o swojej przeszłości. Odgrodził się od niej całkowicie, tworząc dla siebie nowe życie, tu, w Liceum Sonan. Jakim sposobem tutaj trafił? Tak jak każdy... stracił wszystkich. Został odtrącony. Historia życia jak każda inna, nie warta rozczulania się. Ojca nigdy nie znał, a matka zmarła przy "porodzie". Los spłatał jej figle, straciła życie, chcąc pozbyć się dziecka. W efekcie przyszło na świat dużo za wcześnie. Właśnie przez to znaczną część życia spędził w łóżku, a gdyby nie Kotaro, nigdy nie dożyłby nawet pierwszych urodzin. Ale Kotaro również odszedł... Tadashi spełnił ostatnie życzenie brata i udał się do tajemniczego liceum. Bez trudu zdołał zadomowić się tutaj. Okleił już cały pokój własnymi rysunkami, przemalował ściany plakatówkami. Po cóż korzystać z możliwości złożenia prośby o rzeczy ułatwiające życie, typu książki, ubrania, drobiazgi, skoro można zamówić farby, farby i jeszcze raz farby? A gdy skończą się farby czy papier, można skorzystać na przykład z mydła i lustra, szyby lub ściany. Czy choćby własnej krwi. Tylko to sprawia chłopakowi jakąkolwiek radość. Możliwość wyrażenia siebie w twórczy sposób. Brakuje mu jedynie ukochanego fortepianu.
Tadashi posiada jeszcze więcej lęków niż chorób. Panicznie boi się ciemności, jednak najbardziej obawia się samego siebie. Halucynacje i zwidy wytwarzane przez jego wyobraźnię towarzyszą mu już od najmłodszych lat i tylko bardziej się nasilają. Czasami nie potrafi już odróżnić iluzji od rzeczywistości, a niektóre z nich bywają naprawdę przerażające.
Ciekawostki: Tadashi ma uczulenie na czekoladę. Uwielbia nosić kolorowe swetry. Pod poduszką chowa starą książkę z bajkami dla dzieci, którą zawsze czytał mu Kotaro.

Ta Karta Postaci zawiera w sobie wszystko i nic .-.
Oczywiście jestem chętna na wszelkie wątki i powiązania.
Nie zdziwię się, jeśli nikt niczego z tego nie zrozumie. Ja sama nie rozumiem tego, co napisałam.
Gg: 50389522 

'Ja i mój JJ, to układ, że hej-hej'

Jacob Luuk Aukes | 17 lat | Duńczyk 
16 listopada | JJ, Jake-Fake i Wredna Menda
klasa II A


CHARAKTER
najgorsze najlepiej mieć za sobą jak najszybciej, prawda?

Skądś się wzięła 'Wredna Menda' i 'Fake-Jake' i wcale tu nie chodzi o kaprysy Lejzi. Bo Lejzi ma obowiązek odnosić się do brata jak do ostatniej zmory, w końcu jest jego bliźniaczką. Jacob po prostu powinien był urodzić się rudy, żeby spełniać stereotypy rudości. Kręci, mota, kłamie, ściemnia, nagina prawdę, mija się z nią, a czasem nawet tuszuje, ażeby nikt się z niej nie rozczytał. I w zasadzie nie ma w tym większego celu, po prostu to lubi. Ot, taki już ma charakterek, że lubi, kiedy wszystko dookoła jest tak bardzo zamieszane, że bardziej się już nie da. Po prostu czerpie radość z chaosu. Odznacza się niewiarygodnym mamtowdupizmem, odnajduje się też w nurcie mamwy*ebanizmu. Nie ma żadnych autorytetów, bo zwyczajnie nie dopuszcza do siebie myśli, że miałby się na kimś wzorować. Jedynie Lejzi-Dejzi nie olewa. Wręcz przeciwnie, strasznie się nią przejmuje, można śmiało powiedzieć, że za bardzo. Stara się być odpowiedzialny za siebie i za nią (chociaż różnie z tym bywa). Lacey jest dla niego najważniejsza. Jest bardzo zaborczy w stosunku do niej i zdecydowanie nadopiekuńczy, a także zazdrosny. Stara się, żeby zawsze miała w nim oparcie.

WYGLĄD
chociaż nie wiem, czy n ma tu się czym pochwalić

Metr dziewięćdziesiąt sześć wzrostu, osiemdziesiąt kilogramów, trochę mięśni, czarne włosy, tunele w uszach i zakazana morda. Nie no, nie oceniajmy go aż tak źle - nie wygląda jak totalny pan żul spod monopolowego, aczkolwiek do mega ciach, którymi zachwycają się nastolatki zdecydowanie nie należy. Kudły ma zawsze tak rozczochrane, że niemalże każdy jeden włosek sterczy w inną stronę. Często nie widać przez to części twarzy, ale - jakby to powiedziała Lejzi - żadna strata. Zielone oczy zazwyczaj są przekrwione i lekko przymrużone, rzadko zdarza się, żeby nie miał pod nimi cieni. Ubiera się.. No cóż, to zależy od tego, jaką mamy sytuację. Kiedy nie dzieje się nic specjalnego, nosi spodnie o różnym stopniu zużycia, jednak zawsze stylizowane na podarte. Zakłada też glany. Trzyma się raczej czarnych podkoszulek i kolorowych bluz, choć przyznaje, że najbardziej pasują mu ciemne fiolety, granaty, szarości i czernie. Ma fioła na punkcie żeglarskich motywów, tak więc większość jego garderoby ma gdzieś nadrukowaną kotwicę. Posiada także kilka tych jakże popularnych ostatnimi czasy koszulek ze zdjęciami dziewczyn (no, dobra, ich cycków i tyłków). Kiedy nie chce mu się ruszać nigdzie dupska, popiernicza w szarych spodniach dresowych. No co, tak mu wygodnie.

RELACJA Z LEJZI
oprócz tego, że to jego siostra-bliźniaczka

Wszystko do tej pory wydaje się w miarę zrozumiałe, prawda? Nie można powiedzieć, że normalne, bo Jacob do końca zdrowy na psychice nie jest, ale nie ma do tej pory tragedii. Ale oto mam dla Was info: Jakuś kocha się w Lejzi! I wygląda na to, że z wzajemnością. I nie, nie jak siostrę. Mimo bardzo bliskiego pokrewieństwa, są parą i tego się nie da ukryć. Bo i po co zresztą, skoro na świecie zostali sami? Kogo poza tym obchodzi, z kim którekolwiek z nich jest i sypia? 

Tak więc z KP to na razie tyle. 
+ wygląd jest tymczasowy, póki nie narysuję nowego.
+ tak, Lejzi też tu dołączy.