środa, 25 stycznia 2012

More?

You can't write a book from a single page

Dzień piętnastego maja okazał się najszczęśliwszym dla rodziny Yukio, złożonej z trzydziestoletniego Hinato i dwudziestodwuletniej Minori, a także ich nowej córeczki, nazwanej na cześć kobiety z serialu science-fiction. W przeciwieństwie do niej młoda Samantha nie była nader inteligentna, nie miała zamiarów opanowania fizyki do perfekcji, dołączenia do lotnictwa Stanów Zjednoczonych i podróżowania przez Gwiezdne Wrota. Mimo to serial również ją zauroczył i z uśmiechem słuchała, jak jej ojciec, wierny fan filmów tego typu, zwracał się do niej "majorze". Byli szczęśliwą rodziną, bez skłonności samobójczych, problemów finansowych oraz wrogów, a mimo to młoda Sam nie była szczęśliwa wśród swoich rówieśników, czym dostatecznie pogrzebała własnych rodziców.
W poszukiwaniu czegoś, czego sama nie potrafiła nazwać wyruszyła w wieku lat czternastu, tym samym zapoczątkowując ciąg "niefortunnych" zdarzeń, które doprowadziły ją do tegoż liceum.
Najpierw się zakochała, błędnie. Chłopak wykorzystywał ją do różnych rzeczy, powolutku niszcząc też jej obraz oddanej córki i pilnej uczennicy. Najpierw kazał jej się inaczej ubierać, bardziej skąpo, chociaż i tak nie dała mu o tym decydować w jakimś większym stopniu. Całkowicie zerwała z sukienkami, na rzecz dżinsowych spodenek i za dużych bluz. Rodzice nie przejmowali się tym, zaślepieni nadmiernym zaufaniem do swej jedynej córeczki, wciąż tak głupiej. Później zabrał się za jej charakter, ale z tym niewiele zrobił, a jedynie sprawił, że nabrała kontrastu, ukształtowała się całkowicie.
Ukradła coś raz.
Ukradła coś ponownie.
Za trzecim razem ją złapano.
I zamiast otrzymać szlaban, zostać zatrzymaną we własnym pokoju na wieczność, stało się coś gorszego. Na własne oczy ujrzała łzy matki, rozpacz ojca, gdy nie wróciła do domu, bo siedziała na komisariacie. Stali się oziębli, wiecznie smutni i stracili zainteresowanie swoim dzieckiem, które, by to naprawić, znowu wpakowało się w kłopoty, ale nie przyniosło to żadnego skutku. Nie o takiej wolności marzyła.
Jak długo zamierzacie mnie ignorować?
I pewnego dnia, w ramach zemsty za najzwyklejszy brak wsparcia pieniężnego, zabito niewinną Minori Yukio, przy okazji odcinając jej palec z obrączką i kładąc go przed drzwiami jej domu. Widok ten zdruzgotał Samanthę, akurat wracającą ze szkoły i sprawił, że naprawiła relacje z ojcem, który okazał się później cholernie nieodpowiedzialny. Po przejściu masy terapii nadal nie potrafił się pozbierać po utracie żony, całymi dniami tuląc córkę i nie chcąc jej nigdzie puścić, by nic podobnego ją nie spotkało. Nagle zachorował, a gwałtowny rozwój nowotworu, jak się zaraz okazało, spowodował jego nagłą śmierć. Pod koniec zostawił jednak ciemnoczerwony szal, który nosił odkąd sam poszedł do liceum.

~

Sammy stała się cicha, wręcz aspołeczna, więc los ironicznie przydzielił ją do jednego pokoju z przywódcą Istot, także niegrzeszącego zmysłem rozmówcy, chociaż przy niej otwiera się w pewnym stopniu. Czuje do niego niemałe przywiązanie, przy okazji przezywając go "Płaczkiem" lub "Płaczusiem", gdyż do ludzi szybko zyskuje sentyment. Czasami się uśmiecha, ale są to dosyć skrajne przypadki, albowiem wygląda na osobę obdarzoną dobrym sercem, tymczasem perfidnie szpieguje Stowarzyszenie, by jej "znajomi" mogli kogoś zabić. Z pozoru łatwo ją wykorzystać, jednakże zawsze albo sięga do kogoś po radę, albo sama wpierw o tym rozmyśla, notując wszystkie za oraz przeciw. Łatwo się wzrusza, nie potrafi udawać twardej. Zamknięta w sobie, ale z łatwością można sprawić, by zaufała komuś w przynajmniej minimalnym stopniu i pokazała mu cząstkę siebie. Troszczy się o bliskich, tych zajmujących miejsce w jej sercu. Dobrze się uczy, nie chcąc sprawić zawodu swoim rodzicom, którzy od młodego wbijali jej do głowy, że u góry jest Bóg oraz niebo i musi się postarać, by również tam trafić.

Krótkie, bo sięgające brody, czarne włosy, często nieuczesane i nachodzące na dosyć duże, złote oczy. Później zwykły nos, a także usta, zazwyczaj delikatnie pomalowane czerwoną szminką. Wtedy ciemnoczerwony szal, praktycznie nigdy się z nim nie rozstaje. I co dalej?
Ubiera się różnie, lecz na zawsze zrezygnowała ze spódniczek, czy też sukienek, gdyż usiłuje zapomnieć o dawnym życiu i skupić się na aktualnym. Nie zakłada na siebie czegoś, co zbytnio eksponuje jej biust, a raczej stara się tego nie robić, bo brak umiejętności doboru stroju czasami płata figle.

• Nieźle widzi w ciemnościach,
• ma uczulenie na toffi,
• często choruje,
• kocha science-fiction.

---
Kontakt: hekate12711@gmail.com   ;   49363056

niedziela, 15 stycznia 2012

ZAKOŃCZENIE


C I E K A W O S T K I ?
✗ Zamiast typowego przekleństwa mawia "purwa",
✗ posiada uczulenie na truskawki,
✗ ma grupę krwi B,
✗ waży 85 kilogramów,
✗ nigdy nie miał partnera/partnerki,
✗ ostatnimi czasy bardziej go ciągnie do facetów,
✗ nikt nie wie o jego orientacji,
✗ niegdyś skradł Kazuyi papierosa, lecz nie zasmakował w nikotynie,
✗ grając w koszykówkę wykonuje wsady, podczas których wyrywa kosz, by musieć go naprawić (a następnie ponownie wyrwać),
✗ uwielbia nosić za duże ubrania,
✗ ma miękkie serducho...




~,~
Gg - 49363056   ;   hekate12711@gmail.com
Dziękuję, jeśli przeczytałeś/aś wszystko.
Chętna na powiązania, notki.
Zastrzegam sobie prawo do zmian w karcie postaci.
 (c) Manat

sobota, 14 stycznia 2012

ROZWINIĘCIE

Ciekawa historia rozpoczyna się dopiero w momencie zbankrutowania firmy ojca Minho, czego skutkiem był całkowity brak środków do życia, a ponieważ nie mam nic do ukrycia, przejdę od razu do tego, co wydarzyło się przy odebraniu im domu: niegdyś wesolutkie małżeństwo skoczyło z klifu, na świecie pozostawiając swojego jedynego syna, całkiem samego. Egoiści, rzekłbyś zapewne, gdybyś nie czytał dalej. Otóż byli oni rodziną bardzo religijną, a przynajmniej jej dorosła część. Swoje życie poświęcili chcąc zapewnić dziecku lepsze życie. Co teraz powiesz? Dokładnie. Głupcy.

Chłopak zamieszkał u swojej jedynej babki, niestety ciężko chorej, toteż w żaden sposób nie wspierała obiecująco zapowiadającego się koszykarza. Chodził do gimnazjum dla osób pozbawionych funduszy na jej wsparcie, działał tam kiepski klub koszykówki, więc z łatwością rozgromił każdego członka, by utorować sobie miejsce na szczyt szkoły jako "sportowiec roku", dwa lata z rzędu. Nie zadowalało go to jednak, pragnął czegoś więcej, jakiejś gruntownej zmiany w swoim życiu, wybuchów, nagłych pościgów... Do babci nigdy się nie przywiązał, miał cichą ochotę odpuścić sobie jej pogrzeb, tak też zrobił. Nie żywili do siebie żadnych uczuć, choć tolerowali swoją obecność jako współlokatora. Pod koniec jej życia stała się tylko wybrednym truchłem, które - oceniwszy to starannie - nie zasługiwało na jakąkolwiek jego pomoc. Z ulgą stwierdził jednakże, że nie przyczynił się do jej śmierci, a nawet może przedłużył żywot o dzień, czy dwa. Przez okrągłe trzy miesiące cieszył się wolnością i ukończył gimnazjum, gdy zainteresowała się nim opieka społeczna. To wścibska sąsiadka ich nań nasłała, "zmartwiona" tym, iż musiał sam o siebie dbać, a tak naprawdę zamierzała wykupić to mieszkanie, gdy już go stąd wypędzą. Jako niepełnoletni nie miał innego wyjścia, więc udał się do liceum dla dzieciaków, które również pozostały same. Gardził nimi skrycie, trzymając się na boku. Widząc jakiegoś nastolatka, płaczącego niczym dziecko za rodzicami, miał ochotę mu przywalić. Każdy sam odpowiadał za swoją śmierć, to oni podjęli decyzję, by przyspieszyć, zakręcić mimo znaku zakazu, dać się porwać, zostać zabitym przez własne dziecko. Powinni teraz martwić się o siebie, o nikogo innego. Nawet się nie uczył, starał się jedynie nie przesypiać każdej lekcji, coby jakimś cudem zdać do następnej klasy, a plan ten cudem się powiódł. Całymi dniami leżał na dachu szkoły, skąpany w świetle słońca, deszcz rzadko się tu ukazywał, a jeśli tak się działo, to przesiadywał w swoim domku, wyglądając przez okno i często dostrzegając jakieś bójki, wyglądające na niebezpieczne. Następnego dnia często znajdywał kartki papieru pozginane w dziwne kształty na miejscu, gdzie odbyła się rzeź jakiegoś chłopaka. Zbierał je, chowając do kuferka, który ukradł z domu babki i wsuwał go pod łóżko, by żaden wścibski współlokator go nie dotykał. Kolejną rzeczą, jaką tutaj przywiózł, była piłka otrzymana przez ojca, więc jednak nieco sentymentu wciąż w nim drzemie. Pewnego słonecznego ranka jak zwykle wypełzł ze swojej nory, by skraść kolejne origami do swojej nadal ubogiej kolekcji, gdy cudem uniknął spotkania z lecącym wprost w jego głowę nożem. Zirytowany zaistniałą sytuacją rzucił się na niedoszłego mordercę, bijąc go tak, by jedno podbite oko pasowało do drugiego. Toć prawie trafił w jego piłkę, którą trzymał wtedy na ramieniu, tego nie mógł nikomu odpuścić. Dziewczyna wylądowała na dwa tygodnie u pielęgniarki, co trochę go zaniepokoiło. Nie panował nad swoją siłą, własny wygląd zawdzięczał wielu latom treningu. Był wysoki, a jego skóra ciemna, do tego wysoki oraz umięśniony, co zwieńczała granatowa czupryna komponująca się z równie niebieskimi oczyma. Odwiedził ją więc, przynosząc nawet kwiatek, lecz to, co tam zastał, zupełnie zmieniło jego podejście. Nawrzeszczała na niego i zagroziła rychłą śmiercią poprzez Zakapturzone istoty i - cytuję - "nawet jebane Stowarzyszenie Sentō ci nie pomoże!". Zainteresowały go te słowa, co okazało się jego całkowitą zgubą i zupełnym przeciwieństwem spokojnego, leniwego liceum. Zaczął ich szukać, ponoć byli młodą organizacją, która również próbowała zabijać, ale tylko Istoty. Zawsze, gdy do czegoś dąży, to trafia do celu. Niczym do kosza?
Prędko został ich przywódcą, nikt tego nie chciał. Nikt nie chciał się dodatkowo narażać, gdyż początkowo byli oni zwykłą bandą "bohaterów" charakteryzujących się tchórzostwem. Zmienili się odkąd sam pozabijał parę Istot bez większych szkód, zaczęli wierzyć. Jemu nie sprawiało to problemu, pokochał dotyk rękojeści i widok szybującej stali, po jakimś czasie nawet posmakował krwi, w końcu im bardziej niebezpieczny był, tym bardziej Stowarzyszenie miało jakieś szanse, ale nie. Okazała się cholernie gorzka, splunął na martwego chłopaka, co zbiło go nieco z tropu.
Tymczasem zyskał zastępcę, a zarazem swojego jedynego przyjaciela w tym ponurym miejscu. Nie rozmawiali ze sobą wiele, lecz Sawamura szybko wkradł się do serca ciemnoskórego, zapewne samemu o tym nawet nie wiedząc. Zostawił mu całą robotę, by zyskać możliwość dalszego wylegiwania się na dachu, a gdy miał zwołać zebranie Stowarzyszenia, całkowicie to zignorował, tracąc wszystko, co się dla niego aktualnie liczyło. Przyjaciela.
Szukał go dniami i nocami, wydawałoby się, że przeszedł cały las, przeszukał każde pomieszczenie, a z każdą kolejną porażką coś się w nim łamało, członkowie zaprzestawali wykonywania rozkazów, doskonale widzieli jak powoli przybierał maskę szaleńca, smutek po raz drugi w życiu stał się widoczny dla innych. Wtedy je zwołał, to przeklęte zgromadzenie, oznajmiając, że Kazuya uciekł. Co miał zrobić? Przyznać się, że nie potrafi go znaleźć? Że jest już zupełnie sam, że pewnie leży teraz gdzieś martwy i zgwałcony przez napalonego chłoptasia...
Tego samego dnia wrócił, w opłakanym stanie. Serce koszykarza stanęło, szybko otarł łzy i zakręcił piłką na palcu, znowu to robiąc, po raz kolejny się zamykając. Beznamiętny wyraz twarzy, słowa zaskakujące nawet dla jego samego. Wróciłeś? Co to, do cholery było? Miał ochotę go przytulić, wybić każdą Istotę, jaka jeszcze stąpała po ziemi, by już nikt go nie skrzywdził. Coś go jednak powstrzymywało, znów zniszczył samego siebie, a także wszystko wokół. Od tamtej pory codziennie obiera tylko trzy trasy: na dach, do domku, do klas. Wiedział, że jest obserwowany, ale oni natomiast wiedzieli, że nie powinni ot tak z nim zadzierać. Obie strony były jednak świadome, że kiedyś opuści gardę i będą mogli spokojnie go zamordować.







Purwa!











Kiedy to wszystko stało się tak skomplikowane?!

piątek, 13 stycznia 2012

WSTĘP

Chłopaka nazwano Minho, nazwisko przejął po ojcu: Daiki. Aktualnie śpiący na lekcjach w drugiej klasie liceum, na karku niosący lat osiemnaście. Beznadziejny przywódca wrogów Zakapturzonych Istot, urodzony szóstego marca. Dumny reprezentant domku trzynastego, zainteresowany zarówno dziewczynami, jak i chłopcami.